Prawo do aborcji a równouprawnienie

Prawo do aborcji to temat, który wzbudza niezdrowe emocje. Rozumiem czemu tak się dzieje i jednocześnie napawa mnie to zdziwieniem. Naiwność podpowiada mi, że przecież wystarczyłaby odrobina dobrej woli, tolerancji oraz poszanowania swobód i wolności drugiego człowieka. Niestety ta z pozoru niewielka ilość otwartości na drugą osobę i jej potrzeby jest dalece poza możliwościami części naszego społeczeństwa. Tymczasem rozmawiając o prawie do aborcji moim zdaniem warto zwrócić uwagę w szczególności na kilka poniższych aspektów całej sprawy.

Kobieta nie jest naczyniem

Chyba dla każdego to oczywiste, że człowieka ma prawo decydować o swoim ciele. Płód jest częścią organizmu kobiety. Kobieta nie jest naczyniem, a skoro tak, niech decyduje o swoim ciele w sposób, który uznaje za zasadny i słuszny o ile jest w pełni władz umysłowych a także nikt nie wywiera na niej presji oraz nie zmusza do niczego szantażem czy podstępem.

Wolność od określonej religii

Na każdej szerokości geograficznej ludzie wierzą w inne moce nadprzyrodzone i są wyznawcami innych religii. Mimo to niektórzy uporczywie utrzymują, że tylko ich bóstwo jest prawdziwe i jedynie oni mają rację oraz receptę na dobre życie. Religia miewa dla niektórych ludzi istotną wartość i wiele dla nich znaczy, nadaje egzystencji głęboki sens, ale dzieje się tak pod warunkiem, że dana osoba sama do tego dojrzała i zdecydowała o tym. Wprawdzie od małego ludzie są indoktrynowani religijnie, więc ich wolność wyboru bywa tak naprawdę dalece ograniczona, ale mimo to niektórzy decydują się żyć według swoich zasad, reguł wpajanej mu lub innej religii. Tak czy inaczej każdy ma prawo określać własny system wartości bądź wybierać zestaw przykazań, wyznanie. Skoro tak, państwo powinno umożliwić obywatelowi korzystanie z dostępnych procedur medycznych, które pozostają zgodne z jego sumieniem, a nie odgórnie narzuconymi zasadami wyznania popularnego na danej szerokości geograficznej.

Swoboda wyboru wartością nadrzędną

Aparat opresji jest szlachetny, dobry!? Naprawdę? Czy nie lepiej byłoby ofiarować wsparcie na przykład psychologiczne czy doradcze zamiast od razu przyjmować, że kobieta nie jest zdolna do samodzielnego podejmowania decyzji? Dlaczego zakłada się, iż wolny człowiek jest zagrożeniem i zakłada się mu kaganiec w sprawach takich jak jego własny organizm? To tak irracjonalne, że może być produktem tylko jakiegoś irracjonalnego systemu lub ideologii – nikt ze zdrowym rozsądkiem nie zdołałby tego wymyślić. Człowiekowi przysługuje swoboda wyboru i prawo to powinno być interpretowane nie bezgranicznie, ale na pewno tak szeroko, jak to możliwe.

Traumatyczny los niechcianych dzieci i ich rodzin

Nie do pozazdroszczenia jest częstokroć traumatyczny los dzieci niechcianych, dzieci kobiet z różnych powodów niegotowych na macierzyństwo lub dzieci z rodzin nie będących w stanie zapewnić potomstwu godnego bytu. Nie lżejszy bywa los matek, które nierzadko żyją przez to w poczuciu winy albo w cieniu smutku z powodu niemożności ofiarowania dziecku tego, co mu się należy, czego ono potrzebuje. Niełatwy bywa również los ojców, którzy żyją w poczuciu wstydu.

Matce dać wybór… A co z ojcem?

Niektórzy mężczyźni przy okazji rozmowy o aborcji poruszają temat równouprawnienia. Mówią, że skoro kobiety oczekują prawa do rezygnacji z macierzyństwa (prawa do aborcji / przerwania ciąży), to oni również powinni mieć prawo do zrzeczenia się ojcostwa. Kobiety chcą przywileju, który polega na decydowaniu o rodzicielstwie już po poczęciu. Chcą tego prawa wyłącznie dla siebie. Równouprawnienie absolutnie nie jest w ich interesie. Nie obchodzi je więc, że płód łączy w sobie materiał genetyczny ojca i matki. Ojciec ma być pominięty, nie mieć prawa głosu, ma się liczyć jedynie z konsekwencjami. Skoro kobiety mają taki stosunek do tej sprawy, nic dziwnego, że sporo mężczyzn kobiecych egoistycznych postulatów nie popiera lub przez sam fakt tej niesprawiedliwości jest im wręcz przeciwna, uważa je za roszczenia. Panowie argumentują, że tak jak kobieta nie jest naczyniem, tak samo mężczyzna nie jest przecież bankomatem do wypłacania alimentów. Pobożne życzenia. Mężczyźni przypominają sobie o własnych prawach dopiero w kontrze do kobiecych postulatów, niejako im na złość. Kobiety o swoje prawa walczą, panowie zasiedzieli się – we własnej sprawie prawie nigdy nie kiwając choćby palcem. Tak czy inaczej pewien rodzaj braku równowagi między uprawnieniami kobiet i mężczyzn nie oznacza, że prawo do aborcji paniom się nie należy.

Podsumowując, chociaż niewątpliwie istotne są różne wątki poboczne a regulacje prawne aborcji stanowią wyzwanie, to wydaje się zupełnie jasnym, iż na pewnych zasadach prawo to powinno kobietom przysługiwać gwarantując realną dostępność. Zwłaszcza dlatego, że negatywne psychologiczne następstwa pozbawienia tych praw są wprost niepomierne.

Komentarze

komentarzy

Rafał Opublikowane przez: